Czy to koniec pewnej epoki w historii Mysłowic? Drzwi „Apteki w Rynku” zostały zamknięte na stałe. Wraz z jej likwidacją, dzielnica Stare Miasto stała się „apteczną pustynią”. Czy ktoś podejmie się kontynuowania w tym miejscu farmaceutycznej tradycji, która ma już 198 lat?
Zamknięcie apteki na Rynku to przede wszystkim duży problem dla mieszkańców. Wiele osób z pokolenia 40-latków i starszych pamięta czasy, kiedy na terenie Starego Miasta działały trzy punkty: przy ul. Grunwaldzkiej, Bytomskiej (teraz funkcjonuje tam Żabka) oraz właśnie na Rynku. Dziś nie został ani jeden.

Małe, prywatne apteki z tradycjami przegrywają walkę o klienta z wielkimi sieciami handlowymi. Teraz seniorzy i mieszkańcy Starego Miasta, aby kupić leki, muszą pójść aż do Kauflandu lub w okolice dworca przy ul. Oświęcimskiej. Problem nie dotyczy tylko Starego Miasta, bo w sąsiedniej dzielnicy Piasek też nie ma ani jednej apteki.
Mysłowiczanie zapamiętają aptekę na Rynku także dzięki ludziom, którzy ją tworzyli. Symbolem tego miejsca był właściciel, farmaceuta, pan Adam. Zawsze chętnie doradzał w doborze odpowiedniego leku, lubił ucinać sobie długie pogawędki z pacjentami.

Pan Adam już od kilku tygodni uprzedzał swoich klientów, że wkrótce zamknie aptekę. Nie „otwierał” recept, wiedząc, że pacjenci nie będą mogli ich u niego kontynuować i stracą przepisane leki.
Historia farmacji na Rynku w tym miejscu liczy sobie niemal 200 lat. Pierwszą aptekę w Mysłowicach uruchomił tu w 1828 roku aptekarz Fengler. Co więcej, była to jedna z trzech pierwszych tego typu placówek na całym Górnym Śląsku. Przez 198 lat kolejne pokolenia mysłowiczan zaopatrywały się tu w leki.

Obecny, efektowny budynek o bogato zdobionej fasadzie z charakterystycznym wykuszem i kartuszem z datą „1900”, w którym mieściła się apteka, powstał na przełomie wieków z inicjatywy aptekarza Koepscha, który przebudował i połączył dwie sąsiednie kamienice.
Czy w miejscu, gdzie farmacja gościła przez blisko dwa stulecia, pojawi się jeszcze kiedyś biały fartuch? Czas pokaże. .
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Aptece na Rynku prowadzilo również małzenstwo Capetown. Marian i Stanisława.A mieszkali na pierwszym piętrze kamienicy. Warto o nich wspomniec. Jestem ich wnuczką.
Pan Adam fachowiec w swoim zawodzie ! Wiedza , empatia oraz doświadczenie powodowały , że każdy klient czuł się zaopiekowany i kompleksowo obsłużony. Szkoda , bardzo szkoda , że apteka uległa likwidacji
Aptece na Rynku prowadzilo również małzenstwo Capetown. Marian i Stanisława.A mieszkali na pierwszym piętrze kamienicy. Warto o nich wspomniec. Jestem ich wnuczką.
Pan Adam fachowiec w swoim zawodzie ! Wiedza , empatia oraz doświadczenie powodowały , że każdy klient czuł się zaopiekowany i kompleksowo obsłużony. Szkoda , bardzo szkoda , że apteka uległa likwidacji