Nadejszła wiekopomna chwila?
Chyba niemal każdy gospodarz miasta już pręży pierś, wyobraża sobie, że niczym Kaźmierz Pawlak w „Kochaj albo rzuć” z kultowej trylogii „Sami swoi” wypowie te pełne groteskowej powagi słowa. Słowa, które znamionować będą, że ów samorządowiec dokonał w mieście zmian, które przeprowadzą go przez igielne ucho historii, gdzie przyszłe pokolenia mieszkańców – Ah! Jakiż to był Wielki Prezydent Naszego Miasta! Zmienił on jego oblicze!
I tak oto ogłaszają niektórzy samorządowcy wielkie projekty, by choć przez chwilę poczuć jacy są sprawczy, skuteczni, waleczni, kreatywni i w ogóle super herosami. Jak średniowieczni heroldowie głosili edykty władców, tak lokalne media głoszą zapowiedzi włodarza miasta, jak oto zmieni się mysłowicki Rynek. Że wizerunek tej centralnej części miasta nabierze barw nowych, korowych, artystycznego sznytu i z dumą się po nim przespacerujemy. A tymczasem, mimo wszelkich szumnych słów od 20 z górą lat na odwiedzających Mysłowice… straszy Rurapark.
Nim wejdziemy na szczyt
Sztuka nie w tym, by zapowiadać wejście na Mount Blanc, nim jeszcze nie wypatrzymy porządne górskie obuwie, nim wdrapaliśmy się choćby na najniższą górkę, by sprawdzić swoje umiejętności. Jak brzmi refren dawnego przeboju Sylwii Grzeszczak:
Zacznijmy od nowa
Od tych małych rzeczy
Nim więc nadejdzie „wiekopomna chwila” przebudowy Rynku i „epokowej modernizacji” Mysłowic, może warto choć usunąć Rurapark? A inne małe rzeczy? Gdy trzeba gdzieś załatać dziurę w chodniku, w drodze, w parkingu, przebudować wadliwy próg zwalniający niszczący zawieszenia samochodów, naprawić schody, wyrównać drogi dojazdowe do nowych zabudowań, zreperować boisko, którego powierzchnia przypomina księżycowe kratery, usunąć z drogi tory kolejowe, które już nigdzie nie prowadzą, a tylko utrudniają jazdę ulicą Stadionową, to koniecznie trzeba to zrobić.
Ministerstwo Głupich Kroków
Jak można ufać, że uda nam się pokonać wielkie trudności, skoro z tymi najmniejszymi nie potrafimy sobie poradzić, często od szeregu kadencji? Władze samorządowe gubią się w szeregu biurokratycznych konwenansów i wykonują skomplikowane akrobacje ruchowe rodem z Ministerstwa Głupich Kroków Latającego Cyrku Monty Pythona, a banalne sprawy urastają do rangi nierozwiązywalnych problemów.
Krok w tył?
Może więc warto zrobić krok w tył i rozpocząć na nowo wielką podróż i znowu zanucić za Sylwią Grzeszczak:
Cieszmy się z małych rzeczy, bo
Wzór na szczęście w nich zapisany jest!
I zamiast głosić szumne zapowiedzi i promować swój wizerunek, nasi samorządowy niechaj zaczną właśnie od małych rzeczy, by w końcu udało się je zrealizować, czego Państwu i sobie życzę na Święta i na ten nowy, nachodzący 2023 rok. Może wówczas nadejdzie upragniona „wiekopomna chwila”. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Mali ludzie to nie poradzą sobie nawet z małymi dziurami na Plebiscytowej czy Koscielniaka . Podziękujemy niebawem małymi kartkami. Radnym wstrzymującym się od głosu czy nieobecnym także.
Mali ludzie to nie poradzą sobie nawet z małymi dziurami na Plebiscytowej czy Koscielniaka . Podziękujemy niebawem małymi kartkami. Radnym wstrzymującym się od głosu czy nieobecnym także.