Ramzan Kadyrow to mianowany przez Putina prezydent Republiki Czeczeńskiej. Kaukaski polityk chce, aby na Śląsku odbyło się referendum w sprawie oddzielenia od Polski, które pomoże przeprowadzić Rosja. Co na to śląscy regionaliści? Czy Mysłowice znalazłyby się w Śląskiej Republice Ludowej?
Sam Ramzan Kadyrow to prezydent narzucony Czeczenii przez Władimira Putina, który wspierał działania wojenne rosyjskiego przywódcy na Ukrainie. Już na początku agresji marionetkowy szef czeczeńskich władz zapowiadał, że Kijów podda się po 6 dniach walk. Z innych ciekawostek? Kadyrow chce walczyć na terenie Polski z… satanizmem.
Przerażać może raczej sama wizja „pomocy” ze strony Rosji. Dość wspomnieć jak wyglądały „referenda” organizowane pod kolbami karabinów przez ludzi Putina w Ługansku i Doniecku. Podobne metody stosował Stalin odkrawając w 1939 Kresy od Polski. Tam też odbyło się „referendum”. Chyba nikt nie życzy sobie u nas „demokracji” w kremlowskim wydaniu.
Skąd takie słowa rzucone w medialną przestrzeń przez stronnika Kremla? Idą one w sukurs rosyjskiej propagandy, której główna idea to czynienie medialnego i politycznego fermentu. Być może to też nieudolna próba wciągnięcia śląskich regionalistów w strefę wpływów Moskwy w Polsce. Już wcześniej podchody w tym kierunku czynił lider prorosyjskiej partii „Zmiana” Mateusz Piskorski, który nieskutecznie namawiał do takiego kursu szefa Ruchu Autonomii Śląska Jerzego Gorzelika.
Regionaliści zdecydowanie odcinają się od podobnych działań inspirowanych przez rosyjską machinę propagandową. Sam Gorzelik uważa zachowanie czeczeńskiego watażki za „kabaretowe” i przekonuje w wywiadzie dla „Radia Piekary” – Trudno, aby autonomiści tłumaczyli się z wypowiedzi Kadyrowa. Program naszych regionalistów jest zupełnie inny, bo zamiast oddzielać Śląsk od Polski, chcą go po prostu wzmocnić zostawiając w rękach lokalnych władz więcej uprawnień i pieniędzy. Podobny ustrój panował u nas zresztą w okresie dwudziestolecia międzywojennego.
A zatem jeśli ktoś obecnie – w ślad za słowami Kadyrowa – próbuje przypiąć śląskim regionalistom łatkę prorosyjskich, proniemieckich, czy wręcz antypolskich, sam niejako daje się omamić rosyjskiej machinie propagandowej.
Lepiej więc zamiast dawać satysfakcję ludziom niebezpiecznym, szalonym, którzy tyle złego uczynili naszym wschodnim sąsiadom, lepiej usiąść i uczciwie porozmawiać o przyszłości Śląska. O inwestycjach, które tu powinny nastąpić po wygaszeniu kopalń, o zmianie profilu firm okołogórniczych, o sprawiedliwej transformacji, o uprawnieniach samorządu i słynnym, dyskutowanym od lat „Programie dla Śląska”. W tych wszystkich rozmowach aktywny udział powinni wziąć samorządowcy z Mysłowic.
Z jednej strony taki ożywczy dialog próbuje inicjować szef Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii Kazimierz Karolczak, choć póki co niewielu podejmuje rękawicę. Z drugiej od lat próbują zachęcić do dyskusji śląscy regionaliści, których głos uległ osłabieniu po tym jak nie weszli do Sejmiku Śląskiego i jak upadła pogrążona w sporach personalnych Śląska Partia Regionalna. Tymczasem o przyszłości Śląska warto poważniej rozmawiać i to bez kuksańców z Kremla. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze