W listopadzie 2019 r. radni Mysłowic podjęli uchwałę w sprawie opracowania programu dofinansowaniu z budżetu miasta leczenia bezpłodności metodę in vitro dla mysłowickich par. Uchwała ma charakter intencyjny, ale otwiera drzwi do rozpoczęcia procedury wpisania dofinansowania do leczenia jako nowego zadania gminy. Inicjatorką uchwały była radna Marta Górna, przewodnicząca zarządu Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”.
W Polsce niepłodność dotyka co piątej pary w wieku reprodukcyjnym. Oznacza to, że 1,5 miliona polskich par nie może zajść w ciążę bez pomocy medycyny. - Odnosząc te dane do populacji naszego miasta można obliczyć, że niepłodność dotyka ponad 2900 mysłowickich par. Zdecydowana większość z nich zajdzie w ciążę dzięki stosowaniu się do zaleceń lekarza. Pomogą monitoring cyklu, leki wspomagające owulację, zmiana diety i stylu życia. Jednak dla 2 proc. spośród niepłodnych par jedyną szansą na biologiczne rodzicielstwo pozostanie zabieg in vitro. Owe 2 proc. w skali naszego miasta oznacza aż 60 par rocznie, dla których in vitro jest jedyną drogą do upragnionej ciąży – tłumaczy Marta Górna.
Tymczasem Polska pozostaje jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym niepłodni nie mają zagwarantowanego kompleksowego, bezpłatnego dostępu leczenia, w tym do terapii in vitro.
Pomocną rękę w kierunku oczekujących na powiększenie rodziny wyciągnął rząd PO, uruchamiając w 2013 roku ministerialny program, którego założeniem i celem było finansowanie procedury zapłodnienia in vitro. Program funkcjonował trzy lata, skorzystało z niego ponad 17 tysięcy par, a urodziło się dzięki niemu ponad 22 tysiące dzieci.
Niestety, decyzja o wygaszeniu programu refundacyjnego była jedną z pierwszych, podjętych przez przejmujący władzę rząd Prawa i Sprawiedliwości. W miejsce doskonale funkcjonującego i skutecznego programu refundacji in vitro PiS zaproponował Narodowy Program Prokreacji. - Mnogość absurdów, które towarzyszyły nowemu tworowi można by wymieniać długo, niech świadectwem ich wszystkich będzie fakt, że do programu nie mogły przystąpić pary ze zdiagnozowaną... niepłodnością – zaznacza Marta Górna.
Do końca 2019 roku do Programu Prokreacji zakwalifikowano 5,7 tys par, a w jego wyniku uzyskano 294 ciąże. - Tłumacząc dramatycznie niską skuteczność decydenci informowali, że celem programu - uwaga, kolejny absurd - nie jest wzrost liczby urodzeń... Celem programu jest diagnozowanie. To tak jakby stworzyć program zdrowotny dla chorych onkologicznie, których po postawieniu diagnozy pozostawia się bez leczenia – dodaje radna. - Warto też w kilku słowach wspomnieć o pieniądzach, bo to ich brak był oficjalnym powodem likwidacji refundacji in vitro. Program in vitro kosztował 244 mln zł, urodziło się dzięki niemu ponad 22 tysiące dzieci. Na Narodowy Program Prokreacyjny rząd PiS wydał 46 mln zł, które przełożyły się na niecałe 300 ciąż.
Aktualnie jedyną szansą na finansowe wsparcie w leczeniu są dla niepłodnych samorządy. Dofinansowanie do leczenia in vitro oferuje swoim mieszkańcom kilkanaście miast i gmin - od dużych i bogatych, jak Warszawa, Poznań czy Gdańsk, po niewielkie i mniej zamożne jak Nowogard, Chojnice czy Tarnowo Podgórne. Wsparcie leczenia niepłodności przez samorządy wydaje się istotne nie tylko z uwagi na solidarność społeczną (wszak niepłodni składają się solidarnie na funkcjonowanie miejskich żłobków, czy przedszkoli), ale również z uwagi na dbałość o wskaźniki demograficzne i inwestycję w... przyszłych podatników.
Mysłowice mają szansę stać się kolejnym miastem, które wesprze swoich mieszkańców w leczeniu niepłodności. Program dofinansowania in vitro jest w trakcie przygotowania i ma szansę zacząć funkcjonować już z początkiem 2021 roku. - Mam nadzieję, że przyjęta przez radę miasta i poparta przez prezydenta uchwała intencyjna w tym zakresie będzie gwarantem zabezpieczenia środków na realizację programu w przyszłorocznym budżecie – mówi Marta Górna.