Dziś żyjemy w miarę wygodnie. Mamy przede wszystkim maszyny, które nam pomagają lub wręcz zastępują w wielu pracach. W domach pralki i miksery, w zakładach pracy tokarki na przykład, na polach traktory i kombajny. Życie nas nie rozpieszcza, tworząc nowe wyzwania i zadania, ale pod względem jakości pracy wiele się zmieniło. Świat wokół nas ogólnie mocno się zmienia, wystarczy popatrzeć na ostatnie 30 lat. A co dopiero na 120-130 lat. Wtedy żyło się ciężej, gdyż nie mieliśmy takiego dostępu do maszyn. Owszem były, parowe. Ale te były drogie i niedostępne. Na dodatek nie wyobrażamy sobie w domu parowego odkurzacza. Chociaż samochody parowe były i to sprawniejsze niż spalinowe. Tak, jestem pod wrażeniem myślenia i pracy ówczesnych ludzi.
Wiele się zmieniło, jednak są sprawy, które pozostały, pomimo upływu czasu. Ludzie kochają, pracują, ale też każdą okazję wykorzystują, by się oderwać od rzeczywistości i się trochę zabawić. Bez wątpienia służył temu okres, który w gruncie rzeczy zaczynał się od nowego roku i trwał ponad miesiąc, do początku wielkiego postu. To karnawał, czyli mięsopust lub zopusty. Nazwa mięsopust wywodzi się od większego spożycia mięsa niż zazwyczaj.
To był dobry czas. Zapasy żywności z letnich zbiorów były znaczne. Obowiązków o wiele mniej, wszak niezbędnych prac polowych nie było - ziemia skuta lodem to uniemożliwiała. Inne obowiązki na wsiach otaczających Mysłowice były w gospodarstwach nieco mniejsze. Oczywiście trzeba było dbać o zwierzęta i wykonywać różne prace. Ci, którzy pracowali w przemyśle nie mieli takiej taryfy ulgowej. Ale nie mieli obowiązków za to popołudniami i w niedziele.
Czas po świętach to także moment radosny w życiu religijnym. Dopiero reżim wielkopostny miał nadejść, a adwentowy przeszedł do historii. Póki co wszystko razem pozwalało na częstsze głoszenie hasła - bawimy się!
Jak kiedyś wspominałem, przełom wieków XIX i XX to budowa w każdej wsi dużych sal, służących do organizowania wesel. Dlatego karczmarze organizowali w tym czasie, w zasadzie w każdą sobotę i niedzielę, imprezy nazywane muzyką. Zamawiali kapelę, przygotowywali jedzenie i napoje. Cała okolica schodziła się na takie imprezy. Były tańce, śmiechy, opowiadanie dowcipów, wspólne śpiewy. Ludzie cieszyli się i imprezowali. Zapewne karczmarz brał drobne opłaty za wstęp. Jednak największym dla niego interesem był fakt, że ludzie kupowali u niego jedzenie, napoje chłodzące i alkohole. Normalnie przychodzili do karczmy mężczyźni. Ale w karnawale na imprezy przyprowadzali oni żony. Pojawiała się też młodzież. Zarówno męska jak i żeńska. Podczas takich imprez zawiązywały się przyjaźnie, ale często zaczynały się małżeństwa.
Także właściciele karczm bez wielkich sal organizowali muzykę. Było w nich mniej miejsca na tańce, ale atmosfera była dobra dla świetnej zabawy. Co ciekawe - zauważyłem, że spora część naszych tańców ludowych wygląda w ten sposób, że pary poruszają się w kółku. To typowe tańce przystosowane do małych pomieszczeń. Ale dopiero trzeba było je poznać, żeby zrozumieć ten fakt. Zatem same tańce ludowe wskazują, że małe karczmy też się nadawały na organizowanie muzyki. Zresztą przed epoką budowania wielkich sal dostępne były wyłącznie takie gospody.
Spotykamy też nieco legend w okolicy jakie kary spotykały ludzi, gdy zaniedbywano praktyki religijne, a zamiast tego ciągle imprezowano w karczmach. Spotkałem się z legendą o karczmie w lesie między Kosztowami a Dziećkowicami, która się zapadła, bo właśnie przedłużono karnawał i w wielkim poście organizowano imprezy. Jeszcze ciekawszą legendę usłyszałem w Kosztowach o kościele i karczmie na Kympie Bagynioka. Leży ona w obrębie Krasów, ale nad samą granicą z Kosztowami. Tam według legendy nastąpiła taka sytuacja, że ludzie w ogóle przestali chodzić do kościoła i całymi rodzinami odwiedzali karczmę. Jako kara boża oba obiekty się zapadły, a na mieszkańców Kosztów padła klątwa, że nie stanie w tej miejscowości kościół. I rzeczywiście, pomimo niemałych rozmiarów i liczebności populacji kosztowskiej, a także licznych starań, dopiero w 1992 roku poświęcono w tej miejscowości kościół. Za to stopniowo zlikwidowano wszystkie gospody. Może tak na wszelki wypadek, by się historia nie powtórzyła?
Warto też dodać, że także imprezy organizowano w domach. Często spotykali się sąsiedzi i znajomi. W tamtych czasach zawsze ktoś umiał grać na jakiś instrumentach. Popularny stawał się akordeon, ale też grywano często na skrzypcach. Dlatego takie spotkanie to w mniejszym stopniu jedzenie (zazwyczaj jakieś kanapki), ale też wyciągano wina lub mocniejszy alkohol, a także grano na instrumentach, śpiewano i tańczono.
Karnawał to też czas wesel. Chociaż najwięcej było ich w maju, to okolice świąt także w takie uroczystości obfitowały. A czas po świętach Bożego Narodzenia, Nowego Roku i Trzech Króli uznawano za dobry moment do zawierania ślubów i organizowania wesel.
Czasami spotykamy też nadzwyczajne imprezy. Bez wątpienia należały do nich spotkania kobiet. To babskie combry. Nie stroniono też od maskynbalów (bali maskowych) i bali przebierańców. Dzisiaj te ostatnie organizujemy dzieciom. Ale dawniej były one także udziałem dorosłych. Chyba zrobiliśmy się zbyt drętwi.
Tomasz Wrona
Na zdj.: poprawiny wesela państwa Hodalskich w początku lat 30. w trakcie karnawału. Na uwagę zasługują przebrania gości. Zdjęcie ze zbiorów Rudolfa Hodalskiego
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze