1 października w Polsce zacznie obowiązywać system kaucyjny – rozwiązanie, które ma zmienić sposób, w jaki rozliczamy się z opakowaniami po napojach. Każdy klient zapłaci dodatkową kaucję przy zakupie butelki czy puszki, a zwrot pieniędzy otrzyma przy oddaniu pustego opakowania. Duże sklepy – powyżej 200 m kw. – będą musiały takie odpady przyjmować obowiązkowo. Mniejsze punkty mogą do systemu dołączyć dobrowolnie, choć kaucję pobierać będą musiały wszystkie.
Nowe przepisy nakładają obowiązki również na samorządy. Każda gmina, w tym także Mysłowice, będzie musiała utworzyć co najmniej jeden punkt zbiórki. To jednak dopiero początek problemów.
Samorządowcy w całym kraju podnoszą, że zmiana może oznaczać uszczuplenie dochodów gmin z recyklingu. A to wprost może się przełożyć na wyższe koszty dla mieszkańców.
Grzegorz Cichy, burmistrz Proszowic i prezes Unii Miasteczek Polskich, ostrzega, że jeśli gminom zabraknie odzyskiwanych dotąd surowców – butelek plastikowych, szklanych i puszek – firmy zajmujące się gospodarką odpadami mogą podnieść ceny usług. – W takiej sytuacji usługa będzie droższa, a mieszkańcy zapłacą więcej – mówi.
Podkreśla też, że system wprowadzany jest zbyt szybko. – Ludzie potrzebują czasu, żeby się przyzwyczaić. To proces, który zajmie co najmniej rok – dodaje.
Są jednak samorządowcy, którzy w systemie widzą przede wszystkim szansę. – Docelowo skorzystają wszyscy – gminy, mieszkańcy, państwo, a przede wszystkim środowisko – uważa Tadeusz Królczyk, wójt Ochotnicy Dolnej. Choć przyznaje, że w pierwszych miesiącach gminne budżety mogą odczuć spadek dochodów, to jego zdaniem zmiany szybko się „dotrą”.
Podobne zdanie ma Tomasz Krupa, burmistrz Baborowa. – Od dawna powinniśmy być gotowi na system, ale nikt nas do niego nie przygotował. Każda zmiana oznacza dla nas dodatkowe obowiązki, ale liczę, że w efekcie poprawi się sytuacja mieszkańców – komentuje.
Jednocześnie Krupa podkreśla, że wątpliwości samorządowców są uzasadnione. – Jeśli zostaniemy pozostawieni sami sobie, system może sporo namieszać. A o ewentualnym wzroście opłat na razie trudno przesądzać – to wróżenie z fusów – mówi.
Dla mieszkańców Mysłowic system będzie oznaczał konieczność przyzwyczajenia się do nowego zwyczaju: puste butelki i puszki trzeba będzie oddawać w specjalnych automatach lub w wyznaczonych punktach. Opakowania nie mogą być zgniecione, muszą być puste i mieć czytelny kod kreskowy.
Dla miasta – to kolejne wyzwanie. Mysłowice, podobnie jak inne gminy, będą musiały zorganizować własny punkt zbiórki i zmierzyć się z potencjalnym spadkiem dochodów z recyklingu. W praktyce oznacza to pytanie o finanse Zakładu Oczyszczania Miasta i o to, czy w kolejnych latach mieszkańcy nie zobaczą wyższych rachunków za śmieci.
Choć prace nad ustawą trwały kilka lat, a przepisy zostały uchwalone w 2023 roku, wielu ekspertów wciąż uważa, że są one niepełne i wymagają poprawek. Nowe kierownictwo resortu klimatu i środowiska zapowiada już nowelizację.
Na razie jednak jedno jest pewne: od 1 października Mysłowice, podobnie jak wszystkie polskie gminy, staną przed nowym obowiązkiem. A mieszkańcy – czy chcą, czy nie – zaczną uczyć się, że kilka groszy kaucji może zadecydować o tym, czy butelka wyląduje w koszu, czy wróci do recyklingu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze