Nowe rondo w centrum Mysłowic, dumnie otwarte jesienią 2024 roku, miało być wizytówką miasta. Zimą rzeczywiście wyglądało jak z pocztówki: iglaste gałązki, światełka, magia świąt. Miejski Zarząd Gospodarki Komunalnej stanął na wysokości zadania.
Potem jednak coś się zacięło. Od czasu, gdy z rondowej wysepki zniknęły ostatnie świąteczne ozdoby, zdaje się, że zniknęła też pamięć o jej istnieniu. Obecnie wyspa ronda i okoliczne zielone wysepki przypominają bardziej eksperymentalny ogród permakultury niż reprezentacyjny punkt miasta. Chwasty (choć być może to łąki kwietne?), solidarnie ustępując sobie miejsca, rosną bujnie, dziko i z godnością należną obiektowi nazwanemu tak uroczyście: Rondo Solidarności Księdza Jerzego Popiełuszki.
Nazwę nadano w maju tego roku – 18 radnych powiedziało „tak”. Alternatywna propozycja, „Rondo Burmistrza Josepha Heusera”, przepadła w głosowaniu bez większego echa. Może i lepiej, bo dziś na rondzie łatwiej spotkać chwast niż wspomnienie o burmistrzu.
Trzeba jednak przyznać, że władze miasta mogły wyprzedzić swoje czasy. Być może obserwujemy realizację strategii bioróżnorodności przez zaniedbanie? Albo wdrażanie trendu „zero koszenia”, modnego w ekologicznych metropoliach? Jeśli tak, to jesteśmy krok przed resztą świata – tyle że nikt nas o tym nie poinformował.
Mieszkańcy patrzą, mijają, komentują. Jedni z ironią, inni z niedowierzaniem, a jeszcze inni ze smutkiem. A rondo trwa – dzikie, zielone, wolne. W końcu to przecież Rondo Solidarności. Pytanie tylko z kim?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze