Na początku lipca u naszych zachodnich sąsiadów, znaczy się w Katowicach, odbędzie się 60. zjazd Polskiego Towarzystwa Botanicznego. To bardzo ważne wydarzenie w świecie towarzystw naukowych w tym przypadku odbywa się co trzy lata. Zarazem będą to 50. urodziny Śląskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Botanicznego. W dobie gwałtownych przemian gospodarczych badania botaniczne mają spora wartość dokumentacyjną, ponieważ kolonizowanie rozmaitych miejsc przez naszych zielonych sąsiadów jest bardzo wiarygodną miarą zachodzących przemian. Widzimy to między innymi na przykładzie groźnych zielonych najeźdźców. Te aspekty często pojawiają się w moich artykułach, dlatego teraz coś o zielnikach, które wciąż są najważniejszym dokumentem pracy badawczej, a nawet materiałem dla przyszłych pokoleń.
Zacznijmy od tego, że młody człowiek najczęściej spotyka się z zielnikiem jako zadaniem z programy nauczania. Przy tej okazji nierzadko doświadcza potężnej traumy, ponieważ zazwyczaj nie ma pojęcia jak nazywają się jego zieloni sąsiedzi, ponieważ do tej pory program nauczania skupiał się na innych dziedzinach nauk przyrodniczych. Często instrukcja jest na tyle mglista, że najczęściej zamiast wysokiej klasy siana produkuje lada jaką kiszonkę. Najgorsze co w tej sytuacji można zrobić to kupować dla świętego spokoju gotowca. Bardzo wielu zdesperowanych wybiera drogę pośrednią, szukając nazw gatunków poprzez platformy internetowe. My na bio-forum także udzielamy takich porad. U nas nad problemem pochylają się realni botanicy a nie jakaś sztuczna idiotka.
Prowadząc terenowe badania florystyczne można się tylko ograniczyć do dokumentacji fotograficznej, ale z zielnikiem jest ona pełniejsza. Zdarza się bowiem, że czasami dobrze znany gatunek, który był mimochodem odhaczany w listach florystycznych wskutek postępu badań, jest rozmieniany na drobne. Kiedy mamy realny chociaż suchy okaz jesteśmy w stanie dopasować go do nowych ujęć taksonomicznych. Ba, możemy się nawet podeprzeć analizą DNA. Sucha notatkach oraz zdjęcie stają się w tej sytuacji bezwartościowe.
W swoim naukowym życiu wysuszyłem już kilkadziesiąt tysięcy arkuszy zielnikowych, dlatego teraz podaję poradę w stylu zielnikowej karty rowerowej. Zacznijmy od tego, że standardowy arkusz zielnikowy ma format zbliżony do naszej papierowej gazety. Do tego musimy przygotować tekturowe okładki solidnie podziurkowane. Dyskontowe kartony to niezły wybór. Z braku dostatecznej liczby gazet można wykorzystać ręczniki papierowe te z rolki. Wówczas przygotowujemy z nich płaszczyzny dopasowane do standardu.
Dopiero teraz wybieramy się zebrać rośliny. W przypadku okazów dużych gniemy i tniemy tak, aby mieściły się na gazecie, okazów drobnych zbieramy kilka sztuk. Dla każdego okazu możemy wykonać dokumentację fotograficzną. Trzeba jeszcze zanotować to co najważniejsze. Po pierwsze - gdzie roślina została zebrana, jakie było siedlisko. Po drugie - kiedy roślina została zebrana i po trzecie - kto ją zebrał.
Na tym etapie nie musimy wiedzieć, co zebraliśmy. Dalsze kroki to ułożenie arkuszy w teczce warstwami; tektura, pusta gazeta, gazeta z okazem, pusta gazeta … (tak do pięciu arkuszy z okazami), pusta gazeta, tektura. Teczkę ściągamy dobrym sznurkiem stosując tak zwany węzeł archiwalny. Naszą teczkę codziennie przeglądamy wymieniając puste wilgotne gazety na suche. Ten proces w najgorszym wypadku trwa dwa tygodnie. Prawidłowo wysuszony okaz, prawidłowo przechowywany okaz może przetrwać bardzo długo, znaczy się kilkaset lat co najmniej.
Piotr Grzegorzek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze