W obecnych czasach świtu deptu jest mało znanym duchem. Ale dawniej był wszechobecnym i niebezpiecznym strażnikiem porządku, wszak to duchy pilnowały, by w ludzkim zachowaniu była pewna równowaga.
Świtu deptu to demon nocny, potocznie nazywany nocnicą. Wiadomo, skoro grasował po nocach, to musiał mieć nazwę związaną z nocą. Wyglądał niewinnie, ale charakter miał paskudny. Wyglądał jak ognik, często barwy żółto - niebieskiej. Czasem był mały, i z daleka sobie połyskiwał na łąkach czy śródleśnych polanach, czasem jednak rósł i bardzo szybko się przemieszczał, zwłaszcza, gdy go coś zdenerwowało. Dlatego ludzie bali się błędnych ogników niesamowicie i jak musieli gdzieś iść nocą, przemykali się jak najciszej, jak najszybciej, by tylko nie spotkać pędzących ogników. Bo łatwo można było stać się ofiarą tego ducha. A on bardzo nie lubił gdy ktoś zakłócał cisze nocną. Wtedy jako strażnik nocnej ciszy, świtu deptu atakował takiego człowieka.
Mieszkańcy naszej okolicy świetnie o tym wiedzieli. Dlatego z zasady zachowywali się cicho, nawet nie rozmawiali idąc nocą, bo obawiali się ataku nocnicy. Uważano, że tylko szaleńcy głośno zachowywali się po nocach. Albo pijoki, bo jak się to mówiło gorzoła bes nich godała, a uodwoga rosła. Tylko dla nich to się kończyło źle. Nocnicę bardzo irytowały nocne śpiewy, głośne rozmowy, ale do szału doprowadzało gwizdanie. Tego świtu deptu nienawidziły najbardziej. I w takiej sytuacji atakowały ludzi najszybciej. Dlatego byli tacy, którzy zabierali ze sobą jakąś rzecz lub po prostu trochę chleba, żeby to mieć w ustach, by przypadkiem z nudów wędrując w nocnych czeluściach sobie nie pogwizdać. Bo to mogło się skończyć źle. Bardzo źle!
Czy atakował tylko pijoków, którzy zakłócali ciszę nocną? Nie! Ten demon zaczynał swoje panowanie dosyć wcześnie. Uważało się powszechnie, że początek jego działalności jako stróża ciszy nocnej były wieczorne dzwony. Tak te o 18 na Anioł Pański. To te dzwony wybudzały tego demona do aktywności. Dlatego każdy porządny człowiek powinien wraz z dzwonami kończyć pracę na polu. Kto dzwonów nie usłyszał lub chciał jeszcze popracować na polu do samego zmroku, narażał się na atak tego demona. I opowiadania nieraz właśnie o takich atakach wspominają.
Jak zatem taki atak wygldał? Skoro świtu deptu miał wygląd dużego ognika, człowiek, który był jego ofiarą widział pędzącą w swoją stronę kulę ognia. Leciała z niewiarygodną więc prędkością, więc już samo to budziło przerażenie. Nie, nie była to paląca kula ognia. Nie parzyła też ofiary. Był to taki ogień nadzwyczajny, magiczny wręcz, który nie parzył i nie palił. Za to uderzał z impetem w ofiarę i próbował ją przewrócić na ziemię. Gdy mu się to nie udało za pierwszym razem, czynność uderzania z impetem powtarzał tak długo aż wreszcie ofiarę wywrócił na ziemię. Najbardziej lubił to robić w błocie. Ale gdy błota nie było, też nie było problemu. Bo gdy wywrócił swoją ofiarę, skakał po niej i bardzo często ją obficie obsikał. Brzmi absurdalnie. Kula ognia, która obsikała człowieka! A jednak świtu deptu tak robił. I zazwyczaj tyle cieczy z siebie wydalił, że wokół ofiary robiła się spora kałuża i powstawało błoto. Wtedy w tym błocie demon sponiewierał swoją ofiarę, umorusał ją całą, skakał po niej. A atakował tym zażarciej, im bardziej ofiara się broniła i szamotała. Najlepszą receptą w takiej sytuacji było leżeć nieruchomo i udawać nieżywego. Bo wtedy świtu deptu uznawał, że wygrał i odstępował. Są relacje, że czasem świszczącym głosem pytał ofiarę słowami "świtu deptu, świtu deptu, czy śpisz?". Gdy się ofiara nie odzywała, uznawał, że śpi lub jest nieżywa i odchodził. Bo rzeczywiście w najgorszych sytuacjach nocnica dokonywała zabójstwa swojej ofiary. Na szczęście te nocnice, które żyły w naszej okolicy aż takie okrutne nie były.
Po takim ataku nocnicy ofiara wyglądała strasznie. Cała obolała, poobijana, podeptana, odarta przez to z godności, bo przecież nikt nie lubi, gdy ktoś po nas skacze! Na dodatek poniżona przez obsikanie, mokra i ubrudzona cała w błocie. Coś okropnego. Gdy jakiś pijak wracał w takim stanie do domu, zawsze rodziny wiedziały, co go spotkało.
Były tez przypadki, że świtu deptu porywał nieznośne dzieci. Gdy krzyczały i były niegrzeczne, nie słuchały rodziców, ci im zapowiadali, że przyjdzie świtu deptu i je zabierze. No cóż, czymś trzeba było je przywoływać do porządku, a strażnik ciszy nocnej świetnie się do tego nadawał.
I na koniec jeszcze małe wyjaśnienie, skąd taka dziwna nazwa tego demona. Jest kilka wyjaśnień. Pierwsze z nich mówi, że grasował do świtu i deptał ludzi, stąd świtu deptu. Ale także ludzie nazwali tą nocnicę w taki sposób, bo wypowiadał świszczącym głosem pytanie "świtu deptu, świtu deptu, czy śpisz?". I od tego pytania nazwali tak nocnicę. Tłumaczcie sobie jak chcecie, ale pamiętajcie, by po 18 zachowywać się cicho na dworze, by nie śpiewać, nie wołać, a już broń Boże nie gwizdać, by się nie spotkać z naszym tradycyjnym stróżem ciszy nocnej, który was zaatakuje, obali na ziemię, obsika i sponiewiera w błocie, a potem jeszcze poskacze po was. Wtedy udawajcie, że śpicie. Bo to może dla was się źle skończyć!
Tomasz Wrona
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze