Reklama

Poczet postaci, duchów i demonów występujących w podaniach i legendach: Zmory

31/08/2025 10:30

Ludzie w dawniejszych czasach to mieli naprawdę przewalone, że tak kolokwialnie powiem. I w ciągu dnia i w ciągu nocy stale byli nękani przez różne potwory i demony. Wśród nich była także zmora.

Cóż to takiego ta zmora? Przede wszystkim to półdemoniczna istota, która jednak w ciagu dnia była zwykłym człowiekiem. Dopiero w nocy, a najlepiej około północy, gdy nosiciel sobie smacznie zasnął, ta demoniczna postać wychodziła z niego. Ściślej, to jego dusza opuszczała jego ciało w czasie snu i rozpoczęła swoje grasowanie po okolicy. Ale musiała wrócić do swojego własciciela przed świtem. Często taka osoba nawet nie była świadoma, że jest zmorą, która nocą przez usta wychodzi sobie na wyprawy po okolicy. Nieraz odległej, bo nawet mogła wędrować po kilka lub kilkanaście kilometrów. Po to, by się na kimś zemścić lub się na nim pożywić. Następnie wracała do ciała i tą samą drogą, którą wyszła, wracała na swoje miejsce. Zazwyczaj były to usta. Ale gdyby ktoś taką śpiącą osobę obrócił i usta by się zasłoniły, to dla zmory byłby problem, gdyż promienie słoneczne mogły ją zabić. A gdy ginęła dusza, wtedy ciało także.

Gdy zmora chciała się zemścić, na przykład za doznaną obelgę lub obrazę, wtedy przychodziła i dusiła takiego delikwenta lub dręczyła w ten sposób jego dziecko. Jednak, gdyby chciała się pożywić delikwentem, siadała na nim i ssała jego ciało, poprzez np. sutki, pobierając od niego energię. Te stwory atakowały zarówno kobiety, jak i mężczyzn, chociaż sporadycznie zdarzało się, że także dzieci. Co ciekawe, są wspomnienia o atakach zmory na zwierzęta, a nawet drzewa. Ale najgorsze było to, że w czasie ataku ofiara była często świadoma tego, co się dzieje, ale była całkowicie sparaliżowana. Nie mogła wypowiedzieć ani słowa ani poruszyć ręką. Mogła co najwyżej jęczeć.

Reklama

Zazwyczaj zmorami stawały się kobiety. Bardzo rzadko, wręcz prawie nigdy, wspomina się, że to mężczyzna był zmorą. Więc to domena kobiet.

Skąd się to paskudztwo brało? Tu jest kilka wytłumaczeń. Wystarczyło, że brzemienna kobieta przeszła pomiędzy innymi brzemiennymi kobietami i wtedy dziecko, które było w jej łonie, nabywało zdolności opuszczania ciała i wedrowania po świecie jako zmora. Ale nie tylko. Wierzono także, że piąta lub siódma córka mogła zostać zmorą. Albo gdy źle wypowiedziano pewne formuły w czasie chrztu. Na przykład w czasie modlitwy "Zdrować Maryjo" przez pomyłkę wypowiedziano "Zmoraś Maryjo". I to już wystarczyło, by dziecko przerodziło się w nocnego demona.

Reklama

Jak taka zmora wyglądała? Trudno się z nią walczyło, gdyż przybierała różne postacie. Czasem to była półprzezroczysta postać o wyglądzie demonicznym. Zatem stara baba o wielkich oczach i łapskach. Wtedy można było ją dojrzeć w promieniach księżyca. Czasem przybierała postać myszki lub kota. Tych postaci mogła zmora przybrać wiele. Ciekawe, że czasem przybierała postać papucia, pantofla, słomki albo jakiegoś mebla. wszystko po to, by nie zostać zidentyfikowaną. Na przykład w czasie dręczenia kogoś, gdy rodzina reagowała i przychodziła do takiego człowieka, często spotykała na posłaniu kota, który wzbudzał wyglądem niepokój i świeciły mu się oczy. A gdy został zidentyfikowany jako zmora, uciekał i rozpływał się w powietrzu.

Zmora była istotą duchowo - cielesną. Duchową, gdyż potrafiła rozpływać się w powietrzu i przenikać przez szpary w drzwiach lub przez dziurki od klucza. Cielesną, gdyż można było ją zranić, a nawet zabić. Gdyby udało się zabić zmorę, umierało ciało, z którego wyszła. Wielokrotnie w opowieściach przejawia się wątek, jak przybierała postać słomki, ale przecięta na pół, rano zamieniała się w zmarłą kobietę, rozciętą na połowę. Podobnie się działo, gdy przybito gwoździem do ściany zmorę w kształcie np. papucia.

Reklama

Jak rozpoznawano, czy dana kobieta jest zmorą, czy nie? Sprawę uznawano za bardzo prostą. Z jednej strony uważano, że kobieta, która nocna porą staje się zmorą, nie ma owłosienia pod pachami i w miejscu intymnym. Ale z drugiej strony uznawano za zmorę także taką kobietę, która miała zbyt dużo owłosienia. Zatem nie było jednoznacznej reguły. Czasem obiecywano zmorę nakarmić, więc przychodziła za dnia jako zwyczajna kobieta. Wtedy wiedziano, że ta konkretna osoba jest zmorą.

Praktycznie w każdej wsi były dawniej kobiety, które wiedziały, jak ze zmorami walczyć. Konkretniej, jak się przed nimi chronić i jak zadbać, by zmora przestała nękać człowieka. Atakowana rodzina, jeżeli sama nie wiedziała, co zrobić, udawała się do takiej znawczyni i stosowała się do jej rad. Co zatem robiono, by się zmory pozbyć? Gdy odkryto ją w pokoju, zazwyczaj mówiono do niej "Przić rano a dom ci kromka chleba z masłym". Po wypowiedzeniu takiej formuły, rano czekano, aż przyjdzie jakaś kobieta. Pierwsza osoba, która pukała do drzwi była uznawana za zmorę. W momencie, gdy się jej o tym powiedziało, oczywiście po tym jak ją nakarmiono, to albo natychmiast wychodziła albo przepraszała za nękanie. Ale najważniejszy był efekt. Bo skoro zmora została odkryta, więcej do takiej rodziny nie przychodziła. 

Reklama

Oczywiście znano cały katalog działań, który miał chronić człowieka przed zmorą. Najopularniejszą czynnością było stawianie miotły w kącie pokoju, w którym spano. Ale to musiało być magiczne stawianie miotły, więc odwrotne do naturalnego. Dlatego miotłę stawiano do góry nogami, szczotką do góry. Takiego pomieszczenia zmory unikały. By się chronić przed nocnym gościem, ustawiano w pokoju pojemnik z woda święconą lub święcono pokój. Uważano, że demoniczna istota, jaką jest zmora, boi się wody święconej. Znany był jeszcze inny sposób ochrony rzed tym stworem. Święconą kredą rysowano koła (lub inne kształty) wokół łóżek. Wtedy powstawała strefa, do której nocne stwory nie wchodziły. Zmory także unikały czosnku. I czasem wystarczyło położyć główki czosnku w łóżku lub na stole pokoju, w którym się spało. A czasem trzeba było czosnek jeść, chociażby w zupie wodzionce lub się nim nasmarować. Żelazo też miało pewne właściwości ochronne, dlatego do łóżka wkładano noże lub kawałki  metali, a pod łóżko wkładano siekierę. Niezależnie od tego, mieszkanie mogło być chronione, gdy wsypało się trochę popiołu z kuchennego pieca pod wycieraczkę. Skuteczne było też położenie ubrań odwróconych na lewą stronę. Także poświęconymi małymi papierowymi krzyżykami zaklejano dziurki od drzwi. W przypadku malutkiego dziecka, owijano go kapą, którą stosowano do chrztu. Osoba nękana przez zmorę, po jej zidentyfikowaniu, mogła też iść po śladach zmory. To jej odbierało energię i siły, a sama zmora natychmiast przestawała nękać taką osobę. 

Jak widzimy zmory były prawdziwym utrapieniem dawniejszych ludzi. Mimo tego nocnego nękania, ludzie umieli sobie z nimi radzić. Dlatego cały wachlarz systemów ochronnych pokazywał,  że można było walczyć ze zmorami i to bardzo skutecznie. 

Reklama

Urodziło mi się też pytanie, czy zmory działały tylko dawniejszych czasach? Bo być może wcale tak nie jest, że zmory przestały istnieć? Może tylko bardziej wstydzimy się o tym mówić, obawiając się, że zostaniemy wyśmiani? W sumie, prezentując opowiadania o zmorach, kilkakrotnie dostawałem pytanie, jak się przed nimi chronić. Dlaczego takie pytanie postawiono?

Tomasz Wrona 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości