Od kilku bowiem tygodni Wójtowicz piastuje funkcję członka rady nadzorczej w Miejskim Przedsiębiorstwie Usług Komunalnych w Świętochłowicach (MPUK). To parę tysięcy złotych miesięcznie i bez rozgłosu z dorabiania do skromnej (jak podkreśla Wójtowicz) prezydenckiej pensji. Przy tym też przysługa dla kolegi prezydenta Świętochłowic, Daniela Bergera. W rewanżu bowiem za płatną funkcję Wójtowicz w tym samym czasie powierzył funkcję członka rady nadzorczej w mysłowickim Zakładzie Oczyszczania Miasta człowiekowi Bergera - Jackowi Kamińskiemu za 2.640 złotych miesięcznie. Jacek Kamiński to bliski współpracownik Bergera jako świętochłowicki radny i dyrektor w MPUK, a także szef stowarzyszenia „Przyjazne Świętochłowice”.
Sprawę „wymiany funkcji” nagłośniły świętochłowickie media Nasze Świętochłowice, uważając podjęte prezydenckie decyzje za niedopuszczalny układ, aby „wyprowadzić” pieniądze z kasy obu miast do prywatnych kieszeni.
Temat wymaga co najmniej wyjaśnień, bo to mocno zaburza wizerunek naszego szlachetnego włodarza miasta lansowany przez były prezydencki portal społecznościowy, prowadzony obecnie przez dziennikarkę – jak sama twierdzi - z wyboru.
Według tegoż portalu prezydent Dariusz Wójtowicz, jako „Pierwszy” obywatel naszego miasta zarabia około 6 tys. złotych, jeździ własnym samochodem, który tankuje z własnej kieszeni, nie ma urzędowego telefonu, tabletu i laptopa, nie korzysta również z innych dobrodziejstw takich jak „fundusz reprezentacyjny”. Nie chodzi w kosztownych garniturach, nie lansuje się w drogich samochodach, za to dba o majątek miejski i osobiście go dogląda.
Zdaniem tegoż portalu Wójtowicz „zlikwidował też szkodliwe układy, które latami zżerały jak nowotwór finanse naszej Małej Ojczyzny”, a także „Nie zatrudnia na kierowniczych stanowiskach członków rodziny i nie wikła się w szemrane interesy”. Jednym słowem dba o miasto i oszczędza, oszczędza, oszczędza. I prawda. Limuzyna po Lasoku trafiła pod młotek, a pieniądze z jej sprzedaży zasiliły kasę ulubionego przez prezydenta schroniska dla zwierząt, którego wolontariusze stanowią całkiem spore prezydenckie zaplecze. Wójtowicz zarabia wprawdzie nie 6 tysięcy a 8,6 tysiąca zł, ale to i tak mniej o 2,5 tysiąca zł od poprzednika. I to by było na tyle, jeśli chodzi o podawaną przez portal prawdę o „Pierwszym” obywatelu tego miasta.
W sprawie „likwidacji szkodliwych układów” fakty mówią co innego i raczej przypominają zabawę „machniom”. Wójtowicz tuż po objęciu prezydentury natychmiast zatrudnił w miejskich spółkach kolegów z Sosnowca, z którymi współpracował w Spółdzielni „Hutnik” jako prokurent jej zarządu. O licznie zatrudnionych urzędnikach z grona bliskich sobie współpracowników sprzed prezydentury, czy koledze sekretarzu z SLD nie wspominam, bo brakłoby miejsca na ich wyliczenie. Poważne znamiona zabawy na zasadzie „machniom” ma ostatnie zatrudnienie pełnomocnika ds. przedsięwzięć publicznych.
Jak się okazuje, pomysły załatwiania spraw na warunkach zabawy „machniom” mysłowickiemu włodarzowi, bardzo się spodobały. A co na to radni, którzy wedle art. 15. ustawy o samorządzie gminnym są organem stanowiącym i kontrolnym w gminie?
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska