Przedstawiane w prezydenckich mediach czy podczas prezydenckich tzw. live-ów rzekome sukcesy urzędującego prezydenta, to mały pikuś. Prawdziwy prezydencki sukces mogliśmy zobaczyć w katowickich Aktualnościach z minionego poniedziałku. Na specjalnie zwołanej konferencji dla wybranych dziennikarzy, z udziałem ministrów Michała Wójcika i Jacka Ozdoby, Wójtowicz ogłosił, że niebezpieczne składowisko odpadów w Brzezince zostanie zlikwidowane.
Z podanych informacji wynika, że całkowite koszty jego usunięcia to nie 120 mln złotych, jak zapowiadał Wójtowicz od niemal roku, ale 85-87 mln zł. I nie 60 mln złotych a 44 mln czyli połowę kosztów likwidacji składowiska, dołoży nam Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, i że na kolejną dotację ok. 15 procent, tj. jakieś 12 mln zł możemy liczyć z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Miasto będzie musiało więc znaleźć 29 mln złotych.
Jak? Będziemy musieli wziąć kredyt - oświadczył z troską w głosie Wójtowicz, wyliczając, jakich inwestycji z tego powodu nie załatwimy. Na pełne oczyszczenie działki poczekamy jednak jeszcze rok. To niemal 2,5 roku od dnia zgromadzenia na niej odpadów.
Czemu zatem ten medialny spektakl stał się tak doniosły, że do jego ogłoszenia fatygowało się aż dwóch ważnych ministrów. A może ci jak nasz prezydent też są złaknieni jakichkolwiek sukcesów?
A jak wyglądają prawdziwe sukcesy? Takich składowisk w Polsce zinwentaryzowano ponad 100. Kilkanaście w naszym województwie. Nie wszyscy jednak tak długo borykali się z tematem. Za przykład stawiam władze Siemianowic Śląskich. W październiku 2019 roku – już po miesiącu od wprowadzenia ustawowych zmian dających szansę na rządowe dofinansowanie likwidacji takich niebezpiecznych miejsc – prezydent Siemianowic zdołał złożyć niezbędne dokumenty do uzyskania dotacji z funduszy środowiskowych – tak do NFOŚiGW, jak i WFOŚiGW. Obie dotacje pokryły łącznie 93 procent wszystkich kosztów likwidacji. Po pół roku od powzięcia wiedzy o składowisku już w marcu 2020 r. Siemianowice podpisały umowę na jego likwidację z firmą Orlen Eco. Dołożyły do likwidacji zaledwie 2 mln zł i sprawa została zamknięta.
I choć można by powiedzieć, ale tam do wywiezienia było tylko 3 tys. ton odpadów, a u nas jest ich aż 8 tys., to jednak uzyskana przez nas dotacja stanowić może na maksa zaledwie 65 procent całości kosztów likwidacji składowiska i do dziś nie mamy podpisanych umów. Dopiero w październiku br. ogłosiliśmy przetarg w procedurze dialogu konkurencyjnego, by dowiedzieć się ile trzeba na to przeznaczyć. I po co nam te częste ministerialne wizyty, które tak eksponuje Wójtowicz - można by spytać.
Po ponad dwóch latach borykania się z problemem ciągle nie znamy firmy, która ostatecznie wywiezie odpady, choć składanie ofert zakończyło się 2 listopada.
No i na koniec. Jak łatwo wyliczyć, cena wywozu 1 tony w Mysłowicach to ponad 10,5 tys. zł, w Siemianowicach - 8,3 tys. zł.
Jeśli w oczach naszego prezydenta tak wygląda sukces, to jak wyglądać będzie porażka, jeśli kiedykolwiek ją samodzielnie ogłosi? Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska