Bo czymże jest sytuacja, kiedy na ulice wychodzą kobiety, by bronić swojej wolności? Gdy mimo ogłoszonych zakazów i nakazów związanych z szalejącą pandemią, demonstrują swój sprzeciw wobec orzeczeniu Trybunału „Konstytucyjnego” Przyłębskiej? Takie spacery - protesty tylko w naszym mieście były dwa. To sporo jak na raczej apolityczne Mysłowice. W Polsce protesty przybierają na sile, liczą kilkaset tysięcy uczestników i trwają już od 10 dni.
Ta sytuacja to przecież nic innego jak konsekwencja majstrowania w polskim sądownictwie, by wprowadzić nieżyciowe decyzje wymyślone przez takich, jak w tekście Młynarskiego, facetów.
Dlaczego - zamiast przygotowania niezbędnych rozwiązań na czas spodziewanego drugiego ataku pandemii - politycy prowadzą wewnętrzne wojenki, a w sytuacji realnego niebezpieczeństwa podejmują doraźne - przygotowane na kolanie – decyzje, często sprzeczne między sobą albo spóźnione?
Przykłady? Ogłoszony na dzień przed wprowadzeniem nakaz zamknięcia gastronomii. Po co? By było bezpiecznie – ktoś powie. A w konsekwencji zmusiło to właścicieli lokali gastronomicznych do błyskawicznego przeformowania się i zorganizowania sprzedaży swoich usług „na wynos”, by jakoś przeżyć i nie zamknąć interesów.
Albo też podjęta w ostatniej chwili decyzja zamknięcia cmentarzy tuż przed 1 listopada. Dla bezpieczeństwa? W konsekwencji powstał niebezpieczny tłok na cmentarzach tuż przed zamknięciem, a przedsiębiorcy obsługujący to święto ponieśli horrendalne straty. Nawet nie wspomnę o stratach ludzi, którzy wykupili bilety na podróż do grobów swoich bliskich.
No i w końcu ta dramatyczna sytuacja w służbie zdrowia, która od lat wymaga naprawy. Naprawy nie widać i zdarzają się takie sytuacje, jak ta z ciałem górnika, które leżało na ulicy ponad 10 godzin, bo nie miał kto wypisać karty zgonu. Służba zdrowia, która nie została przygotowana przez rząd na przyjęcie tak wielu zakażonych pacjentów, i która często stara się sama sobie radzić kosztem innych chorych - przejmując rolę szpitala covidowego.
I co z tego, że premier obiecuje pokrycie strat poszkodowanym, prosząc samorządy o współpracę? Nasz samorząd, poza publikowanymi prośbami do mysłowiczan o wzajemną pomoc, na razie nie ma pomysłu ani na konkretną pomoc, ani na protest wobec decyzji takich właśnie facetów.
Zaczęłam od Młynarskiego, więc pozwólcie, że skończę ostatnią zwrotką jego piosenki:
„Pozwólcie, proszę, że do konkretów przejdę na koniec. Okażmy serce dla tych facetów, zewrzyjmy dłonie, weźmy się w kupę, bo w tym jest sedno, drodzy rodacy, by się faceci czuli potrzebni w domu i w pracy. Niechaj ta myśl im wzrok rozpromienia, niech zatrą ręce, że tyle jeszcze jest do spieprzenia, a będzie więcej”.
Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska