Od początku stycznia na osiedlu Transportowców nie świeci około 10 latarni. Zarządca tamtejszej wspólnoty mieszkaniowej interweniował już gdzie się tylko dało. Nadal jest ciemno.
Najpierw był telefon do zakładu energetycznego, później do urzędu miasta, centrum zarządzania kryzysowego, a wreszcie interwencja u dzielnicowego, bo mieszkańcy boją się, że pod osłoną nocy ktoś może próbować włamać się do mieszkań. Zarządca czuje się już bezsilny, bo dziesiątki wykonanych telefonów i zapewnień, jakie usłyszał w słuchawce zdały się na nic.
Na osiedlu – przy ul. Transportowców i Orzeszkowej – nie działa w sumie około 10 latarni, awaria obejmuje po kilka lamp stojących tuż obok siebie. Poirytowani mieszkańcy proszą o interwencję zarządcę wspólnoty i nie przyjmują jego wyjaśnień, zarządca odbija się od różnych instytucji, a osiedle jak tonęło w ciemnościach – tak tonie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ogólnie bardzo dużo latarni w Mysłowicach nie świecie. Co ciekawe miasto i tak płaci czy świecą czy nie za ich utrzymanie. Sprawa dla reportera ogólnie. Niby na nic nie ma a na płacenie za nie świecenie jest.
Jestem ciekaw kiedy Pan Paryż zrekompensuje swój błąd za wyciek wody za który musieli zapłacić wszyscy lokatorzy! Zawór nie został zamknięty a jak widać z rachunków. Budynek nie jest nawet ubezpieczony. W razie pożaru, zostajemy z niczym! Jaki pan taki kram!
Ogólnie bardzo dużo latarni w Mysłowicach nie świecie. Co ciekawe miasto i tak płaci czy świecą czy nie za ich utrzymanie. Sprawa dla reportera ogólnie. Niby na nic nie ma a na płacenie za nie świecenie jest.
Jestem ciekaw kiedy Pan Paryż zrekompensuje swój błąd za wyciek wody za który musieli zapłacić wszyscy lokatorzy! Zawór nie został zamknięty a jak widać z rachunków. Budynek nie jest nawet ubezpieczony. W razie pożaru, zostajemy z niczym! Jaki pan taki kram!