Są w polskiej polityce lokalnej postacie, które posiadają wyjątkowy dar: w jednym wpisie na Facebooku potrafią zamienić porażkę w sukces, a ustąpienie pod presją mieszkańców – w gest wielkodusznego słuchania społeczeństwa. Prezydent Mysłowic, Dariusz Wójtowicz, opanował tę sztukę do perfekcji.
Weźmy na przykład sprawę zielonej działki przy ulicy Partyzantów. Miejsce, które – jak twierdzą mieszkańcy – ma wartość nie tyle w złotówkach, co w trawie, drzewach i spokoju, jakiego w miastach coraz mniej. Prezydent chciał ją sprzedać, znaleźć inwestora, najlepiej takiego, który „zagospodaruje” teren. Piękne słowo: zagospodarować. W praktyce oznacza to tyle, że tam, gdzie rośnie trawa, rosną potem mury i parkują samochody. Ale przecież intencja była szlachetna – żeby mieszkańcy mieli „korzyść”, a miasto dodatkowy wpływ do budżetu. Prezydent chyłkiem, na partyzanta chciał zabetonować zielony skrawek. Dlaczego? Bo mógł.
Problem w tym, że mieszkańcy mają inną wizję korzyści: spacer i odrobina tlenu w betonowej dżungli. I co wtedy robi nasz włodarz? Publikuje post na Facebooku, w którym dziękuje za opinie i obiecuje, że decyzje o zagospodarowaniu będą podejmowane w dialogu. Brzmi jak podręcznikowy przykład demokracji uczestniczącej. Z tą drobną różnicą, że rozmowa zaczyna się dopiero wtedy, kiedy mieszkańcy zrobią odpowiednio dużo hałasu.
Nie pierwszy to raz. Na Brzęczkowicach hałas mieszkańców musiał ponieść się po regionalnych, a nawet ogólnopolskich mediach, by prezydent odpuścił. Z jednej strony prezydent chce w Janowie zamienić zielone tereny w coś bardziej „użytecznego”, z drugiej – w dzielnicy Wesoła planuje rozbudowę osiedla, choć mieszkańcy protestują. Wzorzec jest prosty: pomysł zagospodarowania, oburzenie mieszkańców, medialna wrzawa, cofnięcie się rakiem i triumfalny wpis o „wsłuchiwaniu się w głosy społeczności”.
Czy to cynizm? A może zwykła wiara w to, że społeczeństwo łatwo kupi się na narrację: „chciałem dobrze, ale skoro prosicie, to się wycofam”? Rezultat jest ten sam – mieszkańcy czują, że ich przestrzeń zielona nie jest bezpieczna, a każda trawa, każdy krzak i każdy skrawek wolnej przestrzeni to tylko kandydat do przekształcenia w „inwestycję”.
Mamy tu klasyczny przypadek miejskiej schizofrenii. Z jednej strony władz mówi o ekologii, zrównoważonym rozwoju i słuchaniu obywateli. Z drugiej – zielone działki traktuje jak aktywa, które trzeba spieniężyć, zanim ktoś o nie zawalczy. Dopiero gdy ci „ktosie” wychodzą na ulice albo zasypują Internet protestami, władza odkrywa, że mieszkańcy mają głos.
Najbardziej kuriozalne jest to, że prezydent Wójtowicz potrafi obrócić każdy taki krok w PR-owy sukces. Zamiast „nie udało mi się przepchnąć uchwały”, mamy „dziękujemy mieszkańcom za aktywność, razem znajdziemy najlepsze rozwiązanie”. Retoryka rodem z poradnika polityka: jak ustępować i wyglądać przy tym na lidera.
Ile razy można grać tę samą melodię? Ile razy mieszkańcy mają biegać z transparentami i pisać komentarze w mediach społecznościowych, by chronić zieleń przed własnym włodarzem? Czy wizja rozwoju miasta sprowadza się do betonu, asfaltu i kolejnych budynków? I to w sprzeczności do strategii rozwoju miasta... przyjętej przez prezydenta i radnych.
Może przyjdzie dzień, w którym prezydent zamiast pytać: „kogo by tu znaleźć, żeby zagospodarował?”, zapyta: „jak tę przestrzeń chronić, by służyła następnym pokoleniom?”. Bo prawdziwy lider nie tylko reaguje na opór, ale też przewiduje, co dla mieszkańców jest wartością. A zielone tereny – jak się okazuje – są wartością fundamentalną.
Na razie jednak mamy dziecinny teatrzyk: projekt, oburzenie, wycofanie, triumfalny wpis. Zielone miasto? Owszem – ale tylko do czasu, aż ktoś znów nie wpadnie na pomysł „zagospodarowania” - zdaje się mówić prezydent Wójtowicz. Musimy więc być czujni. Taki jest mój mysłowicki punkt widzenia.
Marcin Stroński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
na temat gospodarzy / to oczywiscie eufemizm / tej zapyziałej miesciny padło już tyle słow krytyki że niektórzy by się zawstydzili ale nasi uważają że czym gorzej i drożej to dla nich lepiej ----musimy niestety poczekać do konca tej straconej kadencji i wierzyc że może KIEDYŚ będzie LEPIEJ ---ale gadają że lepiej to juz było !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Prezydent Wójtowicz nie wycofałby uchwały o sprzedaży działki, gdyby na sesji 28 sierpnia miał wszystkich swoich radnych. Determinację do sprzedaży ma ogromną, bo to już kolejne podejście. Wcześniej przepadło, bo nie spodziewał się obecności mieszkańców na sesji. Na sesji 28.08.2025 nie było aż 3 radnych z klubu pro Wójtowicz. Przewagę ma jedynie 1 głosem. Gdyby Rada Miasta już podjęła decyzję w tej sprawie i nie dała zgodny na sprzedaż, ponowne głosowanie byłoby wizerunkowo słabe. Dlatego uchwała o sprzedaży tej działki wróci, to kwestia czasu. Pamiętajcie, że to ostatnia kadencja Wójtowicza. Jeśli ta działka nie zostanie w najbliższych latach zagospodarowana z MBO, to Wójtowicz na koniec kadencji ( a ma jeszcze 4 lata), przegłosuje w RM sprzedaż tej działki nawet jak mieszkańcy będą protestować, bo będzie mu już wszystko jedno.
na temat gospodarzy / to oczywiscie eufemizm / tej zapyziałej miesciny padło już tyle słow krytyki że niektórzy by się zawstydzili ale nasi uważają że czym gorzej i drożej to dla nich lepiej ----musimy niestety poczekać do konca tej straconej kadencji i wierzyc że może KIEDYŚ będzie LEPIEJ ---ale gadają że lepiej to juz było !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Prezydent Wójtowicz nie wycofałby uchwały o sprzedaży działki, gdyby na sesji 28 sierpnia miał wszystkich swoich radnych. Determinację do sprzedaży ma ogromną, bo to już kolejne podejście. Wcześniej przepadło, bo nie spodziewał się obecności mieszkańców na sesji. Na sesji 28.08.2025 nie było aż 3 radnych z klubu pro Wójtowicz. Przewagę ma jedynie 1 głosem. Gdyby Rada Miasta już podjęła decyzję w tej sprawie i nie dała zgodny na sprzedaż, ponowne głosowanie byłoby wizerunkowo słabe. Dlatego uchwała o sprzedaży tej działki wróci, to kwestia czasu. Pamiętajcie, że to ostatnia kadencja Wójtowicza. Jeśli ta działka nie zostanie w najbliższych latach zagospodarowana z MBO, to Wójtowicz na koniec kadencji ( a ma jeszcze 4 lata), przegłosuje w RM sprzedaż tej działki nawet jak mieszkańcy będą protestować, bo będzie mu już wszystko jedno.