Tworzące się rozlewisko to nie jedyne zmartwienie mieszkańców tej ulicy. Brak asfaltowej nawierzchni, wszechobecne wyboje, brak oświetlenia – z takimi problemami borykają się od dawna.
– Wielkim sukcesem było to, że udało nam się załatwić, jeszcze za pierwszej kadencji prezydenta Lasoka, że nam przywieźli frez tutaj. Bo jak się z domu wychodziło, doszło do końca drogi, to trzeba było buty zmieniać, bo człowiek był do połowy w błocie. Jak popada deszcz to jest tragedia, są kałuże, nie wiadomo w co się wpadnie, niektórzy już mieli kłopoty z samochodami – tak mówili w ubiegłym roku mieszkańcy, kiedy pierwszy raz ich odwiedziliśmy. Od tamtej pory niewiele się zmieniło, po deszczach droga wygląda jak bajoro. Mieszkańcy mówią, że to skutek nieczyszczenia przez właścicieli rowów odwadniających. Droga w części jest w prywatnych rękach, przed laty część właścicieli nieruchomości nieodpłatnie zrzekło się drogowych działek na rzecz gminy, ale nie wszyscy. Gdyby miasto przejęło drogę w całości, wówczas przejęłoby również obowiązek utrzymywania jej.