Ostatnim żyjącym kolegą papieża Jana Pawła II z Gimnazjum im. Marcina Wadowity w Wadowicach jest Eugeniusz Mróz, który w marcu skończył 100 lat. Mieszka w DPS w Krapkowicach. Przez lata gimnazjalni koledzy spotykali się w ciągu życia i pontyfikatu papieża Polaka, najpierw w Krakowie, potem w Watykanie. Jednak chyba mało kto jednak wie, lub mało kto pamięta, że w Mysłowicach, przy ul. Różyckiego, mieszkał również jeden z ostatnich kolegów św. Jana Pawła II - był to Teofil Bojeś, inżynier górniczy.
Był jedynym, który z przyszłym papieżem chodził do klasy przez pełne 8 lat nauki, aż do matury. Teofil Bojeś jest autorem książek o tematyce górniczej i książki pt. „Ostatni Mohikanie – klasa Karola Wojtyły”. Wspominał, że pierwszy egzemplarz zawiózł do Watykanu na spotkanie z papieżem, a on powiedział: „Pisz Teoś jeszcze coś, bo to ciekawe... A tytuł dałeś znakomity”.
Skąd taki tytuł? - Bo to było ostatnie pokolenie przed wybuchem wojny, które zdążyło ukończyć naukę gimnazjalną. Zaczynało ją w klasie Wojtyły 49 uczniów. Surowi i wymagający nauczyciele do matury w 1938 r. dopuścili tylko 17 uczniów, którzy osiem lat wcześniej rozpoczynali naukę. Wśród najzdolniejszych był oczywiście Karol – Lolek - jak do niego mówili bliscy koledzy i koleżanki. Zawsze miał oceny bardzo dobre i celujące – wspominał Teofil Bojeś. – Nie to co my, nie był kujonem, on był po prostu zdolny.
Teofil Bojeś zmarł 2 lata po papieżu, w 2007 roku. Pogrzeb swojego kolegi przeżywał w domu, chciał tam być osobiście, ale nie czuł się już na siłach by polecieć do Watykanu. - Tu patrzę na ekran, tu przeżywam jego śmierć – mówił podczas mojego bezpośredniego spotkania z nim w domu na Różyckiego.
Opowiadał o ich klasie, że była bardzo zżyta. Spotykali się z różnych okazji co parę lat, systematycznie. Ostatnie takie spotkanie odbyło z okazji 80. urodzin papieża, było ich już tylko kilku.
- Po stracie mojego ukochanego kolegi czuję ogromny żal i ból – mówił jeszcze po jego śmierci. – On był filarem spotkań i wspomnień.
Po raz pierwszy po wojnie spotkali się na pierwszym zjeździe z okazji 20-lecia matury, to Karol był już sufraganem krakowskim. - My dalej do niego mówiliśmy Karol, bo on tak chciał. Gdy został papieżem, to nie wypadało inaczej, jak tylko Ojcze Święty. Ale on dalej mówił nam po imieniu - wspominał Bojeś.
Regularne spotkania rocznicowe w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich odbywały się co 5 lat. Pan Teofil zapamiętał serdeczną atmosferę tych spotkań. - On był kardynałem, a dla nas przede wszystkim był kolegą z klasy. Na spotkaniach pytał co robimy, pytał o plany, o nasze rodziny, jak nam się żyje.
Ostatni ich zjazd gimnazjalny odbył się w 1973 r. Kolejnego po pięciu latach nie było, bo Karol Wojtyła został papieżem. Zamiast zjazdu w Krakowie, wszystkich swoich kolegów zaprosił na dziesięciodniowy pobyt we Włoszech. Od tego czasu spotkania w Watykanie lub w Castel Gandolfo stały się tradycją – wspominał za życia Bojeś.
Mieli się spotkać jeszcze w 2003 roku z okazji 65-lecia matury, ale papież – nasz Lolek – był coraz słabszy i spotkanie się nie odbyło. W tym czasie zostało ich sześciu – wspominał pan Teofil. – Oprócz mnie był jeszcze mieszkający w Rzymie inżynier Jerzy Klugier, Stanisław Jura z Kęt - były lotnik RAF, Witold Karpiński - ekonomista z Włocławka, Eugeniusz Mróz – prawnik z Opola i Jan Wolczko -inżynier leśnik z Kalwarii Zebrzydowskiej. Potem się jeden po drugim wykruszali. Po Janie Pawle II odszedł też pan Teofil, jako przedostatni z tej ostatniej szóstki.
(SA)