Mimo że proceder wypalania traw jest karalny i szkodliwy, to wciąż nie brakuje osób, które go praktykują. Ze skutkami podpaleń walczą strażacy, a walka ta w czasie trwającej suszy jest szczególnie trudna.
- Wzniecony pożar rozprzestrzenia się bardzo szybko, a podmuchy wiatru gwałtownie zmieniają jego kierunek rozprzestrzeniania i powiększają powierzchnię spalonej ziemi i upraw – mówi mł. bryg. Wojciech Chojnowski z mysłowickiej Komendy PSP.
W poniedziałek i we wtorek mysłowiccy strażacy walczyli z pożarem podkładów kolejowych, który przeniósł się na łąki. Od 17 do 21 kwietnia w mieście odnotowano 8 pożarów traw, które gasiło łącznie 85 strażaków. Do ich gaszenia zużyto ponad 52 000 litrów wody i ponad 500 litrów środka pianotwórczego. W sumie spłonęły prawie 2 hektary łąk, a od początku roku już prawie 7 hektarów. - Każdy taki pożar wymaga średnio 1 godziny działań gaśniczych prowadzonych przez strażaków na dużej powierzchni. Do gaszenia wielu pożarów musimy używać nie tylko tłumic, ale również wody oraz środka pianotwórczego z uwagi na fakt, że oprócz traw płoną między innymi dzikie wysypiska śmieci. Tego rodzaje pożary powodują powstawanie smogu a także toksycznych produktów spalania unoszących się w powietrzu, którym później wszyscy oddychamy – mówi mł. bryg. Chojnowski.
Dlatego strażacy proszą i przypominają: - Jeśli jesteście świadkami takich podpaleń i widzieliście podpalaczy zgłaszajcie takie informacje jak najszybciej do Państwowej Straży Pożarnej oraz policji, która w stosunku do podpalaczy podejmuje stosowne działania. Razem zadbajmy o bezpieczeństwo natury i pomóżmy jej w tym okresie suszy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze