Reklama

„Prywatny folwark” czy walka o prawo do wjazdu na własną posesję? Drugie dno konfliktu przy ul. Harcerskiej

09/06/2026 10:57

Niedawno informowaliśmy o napiętej sytuacji na drodze przy ulicy Harcerskiej w Mysłowicach. Po interpelacji radnych Wiesława Tomanka oraz Sebastiana Roncoszka sprawa zakazu postoju i montażu słupków blokujących ujrzała światło dzienne. Jak się jednak okazuje, medal ma dwie strony. Rozmawialiśmy z drugą rodziną. Ich relacja rzuca na sprawę zupełnie inne światło.

Sprawa dotyczy drogi, która zapewnia dojazd do dwóch sąsiadujących ze sobą posesji. Decyzją urzędników ustawiono tam znaki B-35, czyli zakaz postoju z ograniczeniem czasu zatrzymania do 5 minut. Dodatkowo na chodniku, obok jednej posesji, zostały zamontowane słupki uniemożliwiające wjazd na chodnik.

„W opinii mieszkańców można odnieść wrażenie, że w przedmiotowej sprawie doszło do sytuacji, w której narzędzia organizacji ruchu zostały wykorzystane w sposób prowadzący do uprzywilejowania jednego mieszkańca kosztem drugiego, a droga publiczna zaczęła pełnić funkcję »prywatną«” – pisali w swojej interpelacji radni Tomanek i Roncoszek.

Reklama

Z relacji „uprzywilejowanej” rodziny, zamiast urzędniczego faworyzowania jednych mieszkańców, wyłania się obraz batalii o prawo do spokojnego mieszkania, bezpiecznego i swobodnego korzystania z własnej posesji oraz permanentnie blokowanego wjazdu.

Wszystko zaczęło się od budowy

Konflikt przy ul. Harcerskiej nie wybuchł wczoraj wraz z pojawieniem się nowych znaków. Jak relacjonują nasi rozmówcy, niechęć sąsiadów dała o sobie znać już w 2018 roku, kiedy na ich działkę wjechała pierwsza koparka.

– Już na etapie budowy sąsiedzi robili problemy. Pojawiły się pretensje, że jak postawimy płot zgodnie z granicą naszej działki, to oni będą mieć trudności z wjazdem, na przykład z dowozem drewna – opowiada rodzina.

Mimo trudnych początków, inwestorzy próbowali wyciągnąć rękę na zgodę. Na własnym gruncie stworzyli dwa miejsca parkingowe i przekazali sąsiadom kluczyk do blokady. Warunek był jeden: sąsiedzi mieli dbać o czystość studzienki odwadniającej drogę, za wykonanie której, jak i całego odwodnienia, zapłacili właściciele nowego domu. Ponieważ sąsiedzi jej nie czyścili, śmieci i patyki zaczęły zapychać instalację, doprowadzając w końcu do wybicia wody ze studzienki na podwórku. Po tym incydencie właściciele uniemożliwili sąsiadom korzystania z miejsca parkingowego. Wtedy też problem z blokowaniem wjazdu przybrał na sile.

Reklama

Walka o swobodny wjazd i interwencja sądu

Druga strona konfliktu odpiera zarzuty, jakoby droga publiczna stała się ich „prywatnym folwarkiem”. Podkreślają, że zgodnie z decyzją urzędu miasta wydaną przy zatwierdzaniu projektu budowlanego, mają zagwarantowane prawo do dogodnego wjazdu na posesję o określonych wymiarach – o każdej porze dnia i nocy. Rzeczywistość wyglądała jednak inaczej.

– Pan potrafił parkować pod samą swoją bramą, blokując nas. Czasem stały tam wręcz trzy samochody – słyszymy.

O ustawienie znaków zakazu postoju (B-35) rodzina starała się w urzędzie przez dwa lata. Co ważne, ograniczenie czasu zatrzymania do 5 minut zostało wprowadzone właśnie na życzenie sąsiadów. Mimo to, po montażu znaków kierowca miał szukać sposobów na obejście przepisów i nadal utrudniał manewry. Właściciele posesji zaczęli dokumentować te sytuacje i zgłaszać je na policję.

Reklama

Co więcej, wcześniej mieszkanka wystąpiła do urzędu miasta o nadanie spornemu odcinkowi drogi statusu drogi publicznej. Droga oficjalnie figuruje jako droga publiczna, wewnętrzna.

Sprawa parkowania ostatecznie oparła się o sąd, ale – jak podkreślają nasi rozmówcy – to nie oni podali sąsiada do sądu. Wniosek skierowała policja po serii udokumentowanych zgłoszeń. Na miejscu odbyła się wizja lokalna z udziałem sędziego, a powołany biegły sądowy jednoznacznie potwierdził, że w tym miejscu parkować nie wolno, ponieważ jest to skrzyżowanie dwóch ulic. Przepisy kodeksu drogowego są tu jasne i nadrzędne.

Reklama

Słupki? „Tu chodzi o bezpieczeństwo mojego dziecka”

W interpelacji radnych i naszym tekście sporo miejsca zostało poświęcone słupkom zamontowanym na chodniku przy posesji nowych właścicieli, które rzekomo utrudniają sąsiadom poruszanie się po ulicy. Rodzina wyjaśnia jednak, dlaczego w ogóle tam stanęły.

Okazuje się, że po przegranej sprawie w sądzie, sąsiad zaczął parkować na swoim podwórku, jednak podczas wyjeżdżania z posesji miał regularnie wjeżdżać na chodnik. Chodnik ten, przylegający do ogrodzenia sąsiadów, rodzina musiała na własny koszt odtworzyć, a właściwie zbudować od nowa po zakończeniu budowy domu.

Reklama

Montaż słupków nie był samowolą. Właściciele posesji uzyskali na to oficjalną zgodę od miasta.

– Wystąpiłam z prośbą o zamontowanie tych słupków ze względu na bezpieczeństwo mojego dziecka. Kiedy córka otwiera furtkę i wychodzi na chodnik, a sąsiad jedzie po nim samochodem, mogłoby dojść do potrącenia. Słupki zamontowaliśmy 21 maja tego roku na własny koszt – tłumaczy matka dziewczynki.

Chcą tylko świętego spokoju

Rozmowa z drugą stroną sporu pokazuje, że urzędnicze decyzje dotyczące nowej organizacji ruchu przy ul. Harcerskiej nie były bezpodstawną złośliwością ani próbą uprzywilejowania kogokolwiek. Były popartą analizami biegłego próbą wyegzekwowania przepisów prawa o ruchu drogowym i zapewnienia bezpieczeństwa pieszym oraz drożności wjazdu na prywatną posesję.

– Ja chcę po prostu przyjść do domu po pracy i mieć święty spokój. Chcę mieć możliwość wyjechania z domu wtedy, kiedy mam na to ochotę, i wjechania do niego bez nerwów i proszenia się o odblokowanie bramy – podsumowuje mieszkaniec ul. Harcerskiej.

Reklama

Do tematu będziemy wracać, gdy tylko prezydent Mysłowic odpowie na złożoną przez radnych interpelację.

 

Miejsce zdarzenia mapa Mysłowice
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/06/2026 11:23
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama