Mysłowiccy politycy wyraźnie przeczą temu założeniu. Niektórzy z nich są w stanie oddać przysłowiową "duszę", aby choć okruch czy jakiś spadający ochłap łyknąć ze stołu miejscowego władcy. Pewnie zapominają, że w takim przypadku przechodzą z pozycji szlachetnej polityki do strefy gier, czy raczej gierek.
Po absolutoryjnej zwycięskiej dla Wójtowicza sesji miały nastąpić poważne zmiany kadrowe. Wszystko po to, wg posła Króla, by wspomóc urzędującego włodarza i nie marnotrawić miejskich pieniędzy. I wreszcie miało być wspólnie z opozycją dla dobra mysłowiczan, jak deklarował poseł Król podczas jednej ze zdalnych sesji jeszcze przed absolutorium. Nic takiego się jednak nie stało, choć od sesji absolutoryjnej, czyli "rozgrzeszenia" prezydenta za jego twórczość w 2019 roku, minął już dobry miesiąc. Od zdalnej jeszcze więcej.
Jak mówią baczni obserwatorzy życia politycznego w mieście, żadnych konkretnych zmian nie będzie.
Pomysły na obsadę decyzyjnego stanowiska w mieście kandydatem z obozu Wojciecha Króla - okupione podczas absolutoryjnej sesji milczeniem największego klubu opozycyjnego oraz głosowaniem większości radnych tego klubu „za” absolutorium i wotum zaufania spaliły na panewce. Człowiek Króla - z naruszeniem wszelkich zasad naboru pracowników do urzędu, dostał jedynie stanowisko głównego specjalisty ds. organizacji w wydziale Organizacji, kadr i płac. Tuż po podpisaniu papierów, poszedł na urlop. No przecież nie ma pośpiechu, aby zajął się jakąś robotą, bo jeden główny specjalista od dawna już pracuje w tym wydziale. Ciekawe, który z nich będzie "główniejszy". Warto przypomnieć, że nowy główny specjalista, to były - stary stażem urzędnik z naszego magistratu z wydziału zamówień publicznych. Jak większość wyższych rangą urzędników poprzedniego prezydenta, dyplomatycznie odszedł z magistratu, aby nie został wyrzucony z pracy, jak wielu, którzy w swoim prywatnym CV należeli do zaplecza mysłowickiego posła.
To był czas, kiedy ludzie Króla dostawali wilczy bilet w miejskich jednostkach i spółkach należących do gminy. Co najmniej kilku z nich szuka do dziś sprawiedliwości w sądzie pracy. I choć pojednawcze gesty posła wobec urzędującego prezydenta miały złagodzić jego odwetowe zapędy, nic takiego się nie stało. Jeden z takich zwolnionych - znany organizator znanego koncertu „Bądź jak Jezus” napisał ostatnio na swoim Facebooku: „Walczyłem dla miasta, teraz miasto walczy ze mną”. Od półtora roku w sądzie pracy próbuje się on dowiedzieć, co było prawdziwą przyczyną jego zwolnienia. Kolejny kombatant, to kolejny pracownik wodociągów w randze dyrektora, jako człowiek Króla został zwolniony od zaraz i to dyscyplinarnie. Ten też ma szansę na wygraną w sądzie pracy, gdzie świadkiem już kolejny raz jest jeden z pierwszych (krótko piastujących funkcję) prezesów wodociągów, namaszczony przez Wójtowicza, który dostał od niego polecenie zwolnienia wskazanych ludzi.
Jak widać, Król, który idąc na ryzykowne gierki z urzędującym prezydentem, niewiele zdziałał tak dla miasta jak i dla swoich ludzi, którzy za przynależność do jego grupy zapłacili sporą cenę. Dziś poza ty jednym przypadkiem sami muszą walczyć o przetrwanie.
Nasza mysłowicka polityka zrobiła się zatem jak "amerykańska gra", o której na YouTubie śpiewa Bohdan Smoleń - jednemu weźmie, drugiemu da. Co daję pod rozwagę.
Grażyna Haska