Wśród protestujących znalazła się także skromna reprezentacja Mysłowic. Dołączyli oni do przedsiębiorców, którzy przybyli z wielu regionów Polski, by uzmysłowić debatującym w sejmie i senacie, że przyjęte "tarcze" to tylko gadżet marketingowy.
"Zamrożenie gospodarki" było działaniem impulsywnym i nieprzemyślanym. Konsekwencje tych decyzji były zapewne zaskoczeniem dla rządzących.
Prawda wygląda tak, że większość przedsiębiorców nie odczuła jeszcze żadnego wsparcia. W mediach mówi się o tylu zadowolonych, a oni pytają - kim oni są? Odbiorcy informacji przekazywanych przez media publiczne myślą, że przedsiębiorcy dostali pieniądze na zatrudnienie pracowników, na wsparcie działalności. A nie do końca tak to wygląda - do tej chwili nic nie dostali.
- To jest ostatni moment, żeby zareagować, nie bać się wyrazić swojego zdania. O to walczyli nasi ojcowie. Dlaczego nie reagujecie, jakby was ten problem nie dotyczył? Nie wyrażacie swego zdania. Ja nie chcę żyć w takiej Polsce. - komentuje mysłowicki przedsiębiorca, który uczestniczył w tym, co działo się 7 maja w Warszawie.