Strażnicy reagują, gdy zauważą kłęby czarnego dymu wydobywające się z kominów. Odpowiadają też na zgłoszenia mieszkańców. Tych póki co jest mniej niż interwencji własnych. Jak mówi komendant Straży Miejskiej Mysłowice Dawid Skutela, w zdecydowanej większości kontrolowanych domostw przyczyną zadymiania okolicy jest zła technika rozpalania w piecach. W takich przypadkach strażnicy informują jak robić to prawidłowo, rozdają mieszkańcom ulotki z instrukcją, które otrzymali od Mysłowickiego Alarmu Smogowego.
Coraz rzadziej zdarza się, aby do pieca były wrzucane śmieci lub inne niedozwolone materiały. Jeśli pojawiają się wątpliwości - strażnicy pobierają próbki popiołu i przekazują je do analizy. Gdy potwierdzi się, że mieszkaniec palił tym, czy nie powinien – czeka go mandat do 500 zł. O wiele bardziej dotkliwą, bo nawet 10 razy wyższą karę finansową za spalanie śmieci może nałożyć sąd. Strażnicy są także wyposażeni w wilgotnościomierz do pomiaru wilgotności drewna opałowego. Przypomnijmy, że palić można tylko drewnem suchym, którego wilgotność nie przekracza 20 proc.
Strażnicy miejscy podczas prowadzonych kontroli spotykają się z różnym przyjęciem. Jednak czy nam się to podoba, czy nie, mamy obowiązek wpuścić strażnika do swojego domu i na swoją posesję. Gdy tego nie zrobimy, narażamy się na odpowiedzialność karną. Jeśli mamy czyste sumienie – wizyty mundurowych nie powinniśmy się obawiać.