Pięć lat gmina starała się udowodnić, że była radna naruszyła prawo miejscowe i
wybudowała ogrodzenie swojej posesji na nie swoim gruncie. W dodatku zawłaszczony pod budowę grunt to pas drogowy, a tu budować czegokolwiek nie można - zabraniają tego ustawowe przepisy i miejscowe prawo. Co więcej - każdy, kto chce skorzystać z gminnego gruntu, musi wystąpić do gminy o zgodę na dzierżawę albo sprzedaż. Ta z kolei musi uzyskać zgodę od rady miasta. Dzierżawę należy także przedłużać co kilka lat. Sprzedaż wcale nie jest łatwiejsza, a rada nie zgadza się na nią zbyt ochoczo. Odkupienie od gminy terenu, który służy albo może służyć za drogę, jest z kolei całkiem niemożliwe. Była radna znalazła więc inny sposób i postawiła gminę przed faktem dokonanym. Z pewnością wiedziała też, że zanim ta się dowie, to temat może nawet się przedawnić.
To, że mysłowiczanka skorzystała z gapiostwa gminy i bez ich wiedzy poszerzyła granice
swojej posesji, wyszło na jaw dopiero po kilku latach, gdy urzędnicy zafundowali
mieszkańcom ulicy Kotarbińskiego remont drogi. Wykonawca zobaczył, że na wyznaczonym w projekcie pasie drogi, na którym miał powstać chodnik i ścieżka rowerowa, ma zawalidrogę - solidne ogrodzenie posesji. I nie może dalej prowadzić remontu. Urzędnicy twierdząc, że zawłaszczone 250 m kw. to pas drogowy, zawiadomili Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego o samowoli budowlanej, a ten wydał nakaz o rozbiórce ogrodzenia. Radna miała być obciążona podwyższoną dwukrotnie opłatą za samowolne używanie gruntu. Jak tłumaczyła kobieta, na swoje działanie miała zgodę urzędującego wówczas prezydenta Grzegorza Osyry, i do teraz czeka na stosowną umowę, którą mieli sporządzić urzędnicy.
Choć sprawa wydawałaby się z góry przegrana dla radnej, urzędnicy nie docenili jednak jej kwalifikacji. Mieszkanka jest od lat prawniczką i swoich racji broniła w sądzie sama.
Ostatecznie, po 5 latach, Naczelny Sąd Administracyjny umorzył decyzję Powiatowego
Inspektora Budowlanego wydaną w połowie 2015 roku. Jak poinformował nas Kazimierz
Mirocha, jako PINB wszczął postępowanie na żądanie gminy, która w skierowanym do niego zawiadomieniu określiła zajęty grunt jako pas drogowy. Jak się ostatecznie okazało przed sądem, został on wprowadzony w błąd przez mysłowickich urzędników - ogrodzenie
prywatnej posesji byłej radnej zostało wprawdzie wybudowane na gminnym gruncie, ale nie w pasie ruchu drogowego. Koniec końców sąd orzekł więc, że podstawa wydania nakazu rozbiórki płotu, tj. zajęcie pasa drogowego niezgodnie z prawem, była nieprawdziwa. Tym samym postępowanie PINB zostało ostatecznie zakończone.
Natomiast kiedy i jak zakończyło się gminne postępowanie co do zapłaty za bezumowne
korzystanie z miejskiej działki do roku 2015 i jak dziś uregulowane zostało korzystanie z gminnego gruntu? O to zapytaliśmy urzędników miasta. Czekamy na odpowiedź.
Tymczasem ogrodzenie jak stało, tak stoi do dziś. Można? Można.
[vc_facebook]