- Minister nie zaleca używania maseczek, ale my będziemy tę kwestię konsultować z rodzicami, ponieważ mamy młodzież z różnych powiatów, która przemieszcza się głównie autobusami. Planujemy zastosować taką zasadę, by w częściach wspólnych - na korytarzach, w toaletach nauczyciele i młodzież chodzili w maseczkach obowiązkowo. W klasach nie będzie to konieczne - tłumaczy Konieczny-Simela.
Przynajmniej raz na godzinę sale lekcyjne będą wietrzone. Oczywiście we wszystkich pomieszczeniach znajdą się środki do dezynfekcji. Po przyjściu do klasy nauczyciel będzie zaś zobowiązany zdezynfekować swoje miejsce pracy. Na każdej przerwie, po każdej klasie, będą odkażane też pracownie biologii, chemii, informatyki, fizyki. W szkole przelewać się więc będą litry płynów do dezynfekcji, detergentów, potrzebnych będzie wiele akcesoriów niezbędnych personelowi sprzątającemu, a to wiąże się z niemałym wydatkiem. Czy szkoła będzie mogła w razie potrzeby liczyć na pomoc miasta? Tego jeszcze nie wiadomo. Jak póki co z pomocą przyszło ministerstwo, placówka dysponuje też środkami zabezpieczonymi na zakup zwykłej chemii, używanej w szkołach na co dzień. - Na początku pandemii otrzymaliśmy z ministerstwa środki dezynfekujące, dyspensery bezdotykowe i one nie zostały jeszcze wykorzystane. Teraz ogłoszono też drugi nabór na tego typu zakupy, dodatkowo każdy dyrektor, w ramach swojego budżetu, zabezpiecza pieniądze na tego typu środki. Problem polega na tym, że nasze fundusze są zabezpieczone na zakupy "normalne", zwykłe środki czystości, które są nieporównywalnie tańsze. Stąd uzasadniona obawa, że jeśli ta sytuacja potrwa dłużej, to finansowo możemy nie podołać - obawia się dyrektor.