Reklama

"Areszt klasowy" i maseczki. Co czeka uczniów po 1 września?

26/08/2020 10:29

Na dzisiejszy dzień wiedza jest taka, że wracamy w pełni 1 września - zapewnia dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego Dorota Konieczny-Simela. Jednak jak uczyć dzieci, by jednocześnie chodziły do szkoły na normalne, stacjonarne zajęcia, ale i były bezpieczne? “Jedynka” ma w planach kilka nowych rozwiązań, ale nie będzie łatwo.

- Mamy duży problem. Do szkoły uczęszcza 600 uczniów, pracuje tu niemal 60 osób. Musimy więc wprowadzić kilka zasad, by było w miarę możliwości bezpiecznie. Przede wszystkim, poza młodzieżą i pracownikami nikt do szkoły nie wchodzi. Uczniowie będą przychodzić do szkoły turami, pobyt w szatni też będzie tak organizowany, by nie kumulował się tam zbyt duży ruch - przybliża kolejno dyrektor Dorota Konieczny-Simela.

Bezpieczeństwo za swobodę

O dotychczasowej swobodzie uczniowie mogą zapomnieć. To cena, jaką muszą zapłacić za podjęcie przez szkołę próby nauczania stacjonarnego. Przede wszystkim, młodzież nie będzie poruszać się po szkole bez ograniczeń. Każdej klasie zostanie przydzielona sala, proporcjonalnie duża do liczby uczniów. W niej spędzać będą wszystkie lekcje, odwiedzani kolejno przez różnych nauczycieli. Nastolatkowie będą przychodzili do szkoły turami, by jak najbardziej ograniczyć mijanie się przed szkołą czy na korytarzach. Lekcje rozpoczną się o 7:30, 8:20 i 9:05. Uczniowie będą też mieli zgodę na wyjście z klasy tylko co drugą lekcję. - Jeśli pogoda będzie sprzyjać, wtedy otworzymy boisko. W takim wypadku połowa uczniów będzie spędzała czas na zewnątrz, a połowa w szkole. Wprowadzamy wszystkie te reżimy sanitarne, które da się zastosować - zapewnia dyrektor.

A co z zasłanianiem ust i nosa?

- Minister nie zaleca używania maseczek, ale my będziemy tę kwestię konsultować z rodzicami, ponieważ mamy młodzież z różnych powiatów, która przemieszcza się głównie autobusami. Planujemy zastosować taką zasadę, by w częściach wspólnych - na korytarzach, w toaletach nauczyciele i młodzież chodzili w maseczkach obowiązkowo. W klasach nie będzie to konieczne - tłumaczy Konieczny-Simela.

We wrześniu sklepiku nie będzie

Wśród nowości pojawił się także pomysł, by co druga lekcja wychowania fizycznego odbywała się na dworze. Dzięki temu będzie czas na odpowiednie zdezynfekowanie i wywietrzenie hali. W szkole zawisną też informacje o ważnych telefonach np. do sanepidu ale też zasadach bezpiecznego zachowania. Tych, którzy zamiast kanapek zabierali kilka złotych na smakołyki ze szkolnego sklepiku, czeka rozczarowanie. - Chyba taką najgorszą wiadomością dla młodych będzie to, że mimo, że mamy już dobrego, nowego najemcę sklepiku, ponieważ poprzedni zrezygnował, nie ruszymy ze sklepikiem minimum przez wrzesień. Chcemy uniknąć tłumu w tym miejscu - mówi Dorota Konieczny-Simela.

Co, gdy zabraknie na dezynfekcję?

Przynajmniej raz na godzinę sale lekcyjne będą wietrzone. Oczywiście we wszystkich pomieszczeniach znajdą się środki do dezynfekcji. Po przyjściu do klasy nauczyciel będzie zaś zobowiązany zdezynfekować swoje miejsce pracy. Na każdej przerwie, po każdej klasie, będą odkażane też pracownie biologii, chemii, informatyki, fizyki. W szkole przelewać się więc będą litry płynów do dezynfekcji, detergentów, potrzebnych będzie wiele akcesoriów niezbędnych personelowi sprzątającemu, a to wiąże się z niemałym wydatkiem. Czy szkoła będzie mogła w razie potrzeby liczyć na pomoc miasta? Tego jeszcze nie wiadomo. Jak póki co z pomocą przyszło ministerstwo, placówka dysponuje też środkami zabezpieczonymi na zakup zwykłej chemii, używanej w szkołach na co dzień. - Na początku pandemii otrzymaliśmy z ministerstwa środki dezynfekujące, dyspensery bezdotykowe i one nie zostały jeszcze wykorzystane. Teraz ogłoszono też drugi nabór na tego typu zakupy, dodatkowo każdy dyrektor, w ramach swojego budżetu, zabezpiecza pieniądze na tego typu środki. Problem polega na tym, że nasze fundusze są zabezpieczone na zakupy "normalne", zwykłe środki czystości, które są nieporównywalnie tańsze. Stąd uzasadniona obawa, że jeśli ta sytuacja potrwa dłużej, to finansowo możemy nie podołać - obawia się dyrektor.

Widmo zdalnego nauczania nadal ciąży

Dyrektorowie szkół planują funkcjonowanie swoich placówek wedle wytycznych ministerstwa. Co paradoksalne, ciąży na nich duża część odpowiedzialności, choć w rzeczywistości ostatecznie decyzja co do formy nauczania należy do sanepidu i organu prowadzącego. W czwartek, 27 sierpnia odbędzie się dla dyrektorów szkół spotkanie z naczelnikiem wydziału edukacji urzędu miasta. Chociaż wprowadzonych ma być wiele nowych rozwiązań, a kontakt między uczniami zminimalizowany, ogólne nastroje nie napawają optymizmem. - Nie spodziewam się, żebyśmy nie wrócili do zdalnego nauczania jesienią. Jeżeli tendencja zachorowalności się utrzyma, to my pouczymy może miesiąc i konieczny będzie powrót do nauczania zdalnego - podsumowuje Dorota Konieczny-Simela. Dyrektor Konieczny-Simela rozważa także wystąpienie do władz miasta o umożliwienie nauczania hybrydowego, przynajmniej na pierwsze tygodnie września. Argumentem ma być właśnie dojazd uczniów do szkoły komunikacją miejską, co zwiększa ryzyko rozprzestrzenienia się wirusa w placówce. Niezbędna jest jednak także zgoda sanepidu. Sytuacja jest więc dynamiczna. Zmęczonym uczniom, zniecierpliwionym rodzicom i równie niezadowolonym z całej sytuacji nauczycielom pozostaje liczyć na odwrót pandemii i rychły powrót do normalności. [vc_facebook]
Aplikacja na Androida

Reklama

Reklama

Wideo ctMyslowice.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości